Młyn wodny w Chobielinie
Siódmy czerwca i sobota, mamy trasę, nie dziwota.
WZL-e miejsce zbiórki, potem z górki na pazurki.
Sporą grupą podążamy i do Łochowa zmierzamy.
W nieco zwiększonej obsadzie, wszakże raźniej jeździć w stadzie.
Nasza Marlenka kochana zawsze jest przygotowana.
Urodziny świętuje i pączkami nas częstuje.
Posileni słodkościami, napojeni bąbelkami
STO LAT, STO LAT odśpiewane, a więc można jechać dalej.
Pierwszym punktem naszej drogi był Paterek – miejsce zbrodni.
Mimo, że z nas wesoła drużyna, w takich miejscach jest zaduma.
Mijaliśmy kwietne knieje, maki, chabry i facelie.
Wnet Młyn Wodny w Chobielinie, z niebywałej swej urody słynie.
Zatem fotki poszły w ruch, potem jazda, szkoda słów.
Kręcić kilometry trzeba, by na koniec dostać medal.
Nawet nie wiadomo jak siedem dyszek ujrzał świat.
Co niektórzy dużo więcej, a niech kręcą, skończą prędzej.
Cieszmy się z tych kilometrów, jeszcze bardziej z wspólnych rozmów.
Nowe twarze przyjmujemy bardzo się z nich radujemy.
Nasze serce jest pojemne, świeżych członków wdroży chętnie
Tekst: Kasia
Zdjęcia z wydarzenia do obejrzenia na fb:
https://www.facebook.com/photo/?fbid=1054654973426419&set=pcb.1054655953426321